chorym z niego się zbudził3 na bole i smutki,

na długie, blade, mgliste dnie bez blasku słońca.

Mętów dużo w pucharze i długo je piję,

myśl już od nich zgorzkniała i zatruta dusza —

a wciąż jeszcze wąż jadu do ust mi się wije,

pali piersi gorączką i czaszkę wysusza!

Czasem chciałbym roztrzaskać ową czaszę złotą,

o gruz rzucić, o skałę, w proch i pył i w błoto,

ale koło jej brzegów owiązane palce

tak się zgięły kurczowo, że jej puścić nie chcą,