słońce w niebie bez chmury i wicher na morzu,

koni tabun na stepie i płonące puszcze,

gromy grzmiące na czarnym chmur wilgotnych łożu

i dłoń anioła, która znojne czoło muszcze1.

Nie wiem, byłoż w mej czarze nie dość czyste wino,

czylim nadto ją szybko wychylił2 aż do dna:

dziś upojeń zachwyty w gąszczu mętów giną,

a dusza moja ciągle głodna, głodna, głodna!

Sen jam jeden miał tylko, potężny lecz krótki.

Błysnął, zagrzmiał i przepadł w przestworzach bez końca;