— Przysięgłam Zwycięzcy, któremu służę, że nikt mnie nagiej nie zobaczy, nawet kobieta...
— Cóż to za ślub niedorzeczny! — mruknął Malahuda, daleki od przypuszczenia erotycznego podkładu w tak dziwnej przysiędze.
Nie spierał się jednak i gdy Ihezal przewdziewała się102 na uboczu, on rozniecał żar, tlący się w piecu, aby zgotować posiłek.
Za krótką chwilę wnuczka w twardą skórę na białym ciele przyodziana stała już przy nim, pomagając mu białymi rękoma.
Południowa burza tymczasem szalała na świecie. Głuchy odgłos grzmotów wpadał do pieczary — zdawało się, że wicher z łoskotem kamienne drzwi sobie otwiera; czuć już chłodny oddech jego, za chwilę runie do wnętrza i stanie w jaskrawe błyskawice ubrany... W krótkich przerwach ciszy słychać było potężny, jednostajny, uroczysty łomot morza, które biło o skalną wyspy podstawę, cierpliwe i pewne, że jeszcze kilka wieków, jeszcze jeden lub dwa marne tysiące lat, a pochłonie i tę resztę dawnego lądu, jak już setki mil pochłonęło — nim jemu z kolei przyjdzie wyschnąć i przepaść...
Po krótkim posiłku starzec usiadł z wnuczką na głazie, kudłatą skórą pokrytym, i złożywszy ręce na kolanach, mówić jął powoli:
— Dałem ci znać, że tutaj jestem, dopiero teraz po odejściu zbrojnych na wyprawę, gdyż jedyny mój zaprzysiężony powiernik, rybak i dobrowolny stróż prastarych grobów na tej wyspie, doniósł mi, żeś się zaklęła Zwycięzcy odnaleźć moją kryjówkę i zawiadomić go o niej. A ja nie chcę...
Dziewczyna chciała coś odpowiedzieć, ale arcykapłan nakazał jej dłonią milczenie.
— Nie przerywaj mi teraz — rzekł. — Mam ci wiele do powiedzenia i chcę, abyś mnie wysłuchała uważnie.
Dziwno ci, że odszedłem. Wiem, że niektórzy przypuszczają, że — starzec — do władzy przywykły, nie chciałem jej dzielić z gwiezdnym przybyszem i wolałem raczej dobrowolne wygnanie... Tak nie było. Tłumaczyć ci nie będę wszystkich powodów, które mnie do ukrycia się skłoniły, bo zbyt wiele musiałbym opowiadać o gmachach, które jednej nocy runęły i pewien jestem, że nie zrozumiałabyś mnie dobrze.