— To racja — przyświadczył spokojnie Mataret — ale powinieneś był o tym wiedzieć już od dawna...
Roda rzucił mu z boku wściekłe spojrzenie.
— Tak! ciebie nic nie obchodzi, niczemu snadź130 nie wierzysz naprawdę! Byleś mógł siedzieć na stole, kiwać się i uśmiechać, to cóż ci szkodzi, że kapłani lud bałamucą? że tak zwany Zwycięzca wyzyskuje go haniebnie do swoich celów, że jedyna chwila ratunku może minąć niepowrotnie i na darmo! Cóż tobie szkodzi, że tłum żyje w karygodnej i opłakanej ślepocie, własnego dobra nie rozumiejąc, że ciągle oczy na bezpłodną Ziemię wywala, nie chcąc poszukać należnego mu raju tu, gdzie on jest, tu — na Księżycu! Tobie to jest obojętne, ale ja, ja chcę...
— Zbierać sińce koniecznie! — dokończył Mataret.
— Chociażby nawet! W każdym razie mam to przeświadczenie...
Zaczęto krzyczeć znowu tak, że w rozgwarze podnieconych głosów ginęły słowa mistrza. Niektórzy wołali, że arcykapłan Elem i jego wysłannicy winni są wszystkiemu, oni to bowiem lud wrogo przeciw apostołom prawdy podburzają — i trzeba tedy z arcykapłańską przewagą bój rozpocząć; inni, rozsądniejsi, wykazywali natomiast niemożliwość mierzenia się z siłami władzy, przynajmniej dziś, na razie, do czasu...
— Lud jest nam wrogi — mówili oni — nie przekonamy go ani nie przeciągniemy masy na naszą stronę! Wszelkie wysiłki okazały się daremnymi! Trzeba nam działać na własną rękę!
Po pewnym czasie godzili się na to wszyscy, ale nikt nie umiał sobie zdać jasno sprawy, na czym owo działanie na własną rękę ma polegać.
Matareta, który wystąpił ze zdaniem, że najlepiej dać pokój wszystkiemu, gdyż lud jest widocznie po to, aby był głupi i nieszczęśliwy, zakrzyczano natychmiast i omal nie ukamienowano. Całe szczęście, że w pustej izbie nie było przedmiotów mogących posłużyć do tego tradycyjnego i doraźnego wymiaru tak zwanej sprawiedliwości.
Wreszcie mistrz Roda zabrał głos. Uspokoiło się nieco, a on zaczął mówić obszernie, powtarzając na wstępie po raz setny to, o czym wszyscy zgromadzeni wiedzieli i czemu wierzyli niezłomnie. A więc mówił o niezamieszkanej Ziemi i odwiecznym obywatelstwie ludzi na Księżycu, o bajkach kapłańskich i o niewątpliwym raju, który się znajduje na tamtej, rzekomo pustej stronie Księżyca.