— Chcesz mi i ty towarzyszyć?

— Naturalnie. To będzie ciekawe...

— Wolałbym pozostawić cię tutaj na czele Bractwa Prawdy... Bo przecież wszyscy odejść nie możemy. To wzbudziłoby podejrzenia.

— Ja pójdę — rzekł Mataret stanowczo i powtórzył znowu:

— Kiedy wyruszamy?

Roda spojrzał na wielki zegar kalendarzowy, umieszczony w przeciwległym rogu izby:

— Jest około południa; lepiej wyprawę odłożyć do jutra będziemy mieć cały dzień przed sobą...

— A jeśli tymczasem Zwycięzca dziś w nocy powróci?

— Nie sądzę. A zresztą to lepiej dla nas nawet. W zamęcie, jaki niewątpliwie nastanie po jego powrocie, zniknąć możemy niepostrzeżenie...

Mataret pokręcił głową.