— To ten guzik, nieprawdaż? — odezwał się naraz, pokazując kościaną gałkę w metalowej oprawie, tkwiącą w ścianie za szybką cienkiego szkła.

— Jaki guzik? — spytał Roda.

— Ten guzik trzeba nacisnąć, aby... wyruszyć w podróż?

— Tak. Zdaje mi się... Ostrożnie! nie dotykaj! — dodał żywo, spostrzegłszy, że Mataret wyciąga rękę w stronę guzika. — Moglibyśmy wylecieć niechcący...

— Dlaczegóż niechcący? — rzekł Mataret z dziwnym uśmiechem.

Roda wzruszył ramionami.

— Wyjdźmy już. Dość długo tutaj siedzimy.

Mataret go zatrzymał.

— Czekaj. A gdybyśmy tak wyruszyli naprawdę „na tamtą stronę” we dwóch?

— Czyś oszalał?!