— Nie. Bądź co bądź Zwycięzca walczy w naszej sprawie, a potrzeba mu pomocy, bo inaczej padnie w wojnie z szernami... Można by mu tę pomoc sprowadzić z „tamtej strony”... Wesprą go zapewne, gdy się dowiedzą...

Roda stanął między Mataretem a złowieszczą gałką w ścianie.

— Wychodzimy stąd natychmiast! — rzekł. — Idź naprzód i otwieraj klapę!

Mataret się zaśmiał.

— Przeląkłeś się? Nie bój się! nie mam przecież zamiaru... To żart był tylko...

W tejże jednak chwili szybkim ruchem sięgnął ponad ramię mistrza i wepchnął gałkę w metalowy pierścień, rozgniatając szkło.

Lekki dreszcz wstrząsnął podłogą pocisku.

— Co robisz! — krzyknął Roda.

Mataret był blady.

— Nie wiem, czyś się nie omylił — rzekł. — Zdaje mi się, że stoimy w miejscu...