— Nie. Wracaj, panie, sam nad Ciepłe Stawy i ucz ludzi prawa...

— Poczekam na Anasza. Wedle tego, coś mówił, powinien by dzisiaj przywieść posiłki...

— Sądzę, że jutro spotkamy go nad morzem lub na naszym dawnym szlaku w głąb kraju...

Zamilkł na chwilę. Po jakimś czasie dopiero Marek ozwał się znowu, patrząc z boku na zadumanego młodzieńca:

— Osadnicy zapragną tutaj pobudować domy i założyć rodziny... Czyś i ty?...

— Ja?

— Tak. Zamierzałeś niegdyś pojąć w małżeństwo... wnuczkę Malahudy. Czy mam ci ją przysłać tutaj, powróciwszy za morze?

Jeret spojrzał mu prosto w oczy.

— Panie, czy ty sądzisz, że wnuczkę Malahudy można komuś przysłać?

— Myślę, że mnie posłucha, gdy jej powiem, że taka jest moja wola...