Elem oprzytomniał pierwszy i uniósłszy się nieco na siedzeniu, odezwał się, jakby nie zauważył hardego szyderstwa w głosie skrępowanego szerna:

— Istotnie niedobitki waszego rodu, pogromem przepłoszone, wpadły tu do naszego kraju, ale gotów jestem nawet darować im życie...

— Cha, cha! — zaśmiał się szern.

— Tak, darować im życie, jeżeli...

— Co?

— Zechcą ustąpić.

— Cha, cha, cha!

Twarz Elema sposępniała.

— Inaczej zginiesz ty, nim oni murów miasta dosięgną.

— Czego chcecie ode mnie?