— Ostrzeż ich, napisz, powstrzymaj... Jesteś tu naszym zakładnikiem. Wyślemy posła...

— Kto z was pójdzie z moim poselstwem?

Zrobiła się cisza. Nikt nie dawał odpowiedzi i nikt nawet myślą nie szukał śmiałka, który by się odważył posłować, wiedząc, że idzie na pewną śmierć i na męki. Awij to zrozumiał.

— Uwolnijcie mnie — rzekł.

Elem się zawahał.

— Kto nam zaręczy, że uwolniony, zechcesz nas chronić, a nie mścić się?

— Ja wam ręczę — rzekł wielkorządca — że uwolniony mścić się będę, a nie chronić was. Lecz jeśli mnie nie uwolnicie, zemsta będzie jeszcze straszniejsza!

Arcykapłan chciał mu coś odpowiedzieć, ale w tej chwili przeszkodził mu ruch, powstający nagle u drzwi świątyni. Wbiegali ludzie z krzykiem i lamentem — słychać było głosy, że szernowie palą już osady w pobliżu miasta — z wałów widać ścielące się szeroko dymy... Popłoch naraz zapanował. Dostojnicy porywali się z siedzeń, niektórzy z nich cisnęli się w zalęknieniu około tronu Elemowego, jak gdyby ratunku lub schronienia od niego czekając.

Elem stał bezradny, niezdolny nad tym zamieszaniem zgubnym zapanować...

Szern wtedy, targnąwszy się na linach, wstąpił na podniesienie tronu i zacharczał: