— Milcz, zwierzu! Jestem twoim panem i każę cię obatożyć!

— Każ.

— Ująłem cię.

— Nieprawda. Dziewka mnie przypadkiem ujęła, nie ty, klocu.

— Wezmę cię z sobą na Ziemię...

Szern zaśmiał się zgrzytliwie.

— Ty sam na Ziemię nie wrócisz. Zdechniesz tutaj.

— Wrócę. Ale pierwej wytracę szernów do nogi. Wytracę was tak w kraju waszym, jak tutaj wytraciłem. Oprócz ciebie żaden szern tu już nie jest żyw.

Awij otworzył obie pary oczu i przypatrzył się baczniej Markowi.

— Rozkuj mnie i puść — odezwał się po chwili — a pozwolę ci zdrowo wrócić na Ziemię.