Teraz Marek roześmiał się.

— Owszem, rozkuję cię, ale pod warunkiem, że będziesz mi służył za przewodnika do kraju waszego, który chcę zawojować.

Szern nie raczył odpowiedzieć. Odwrócił głowę w przeciwną stronę i począł patrzeć z zajęciem w migotliwy płomień kaganka. Wtedy Marek, przezwyciężając wstręt, zbliżył się i dotknął dłonią kosmatej, miękkiej jego piersi.

— Cóż? czy poprowadzisz? — powtórzył.

Awij przeniósł z wolna wzrok na twarz Zwycięzcy, przyglądał mu się spokojnie i długo, a potem warknął:

— Źle zrobiłeś, żeś mnie nie zabił. Teraz ja będę w końcu zwycięzcą, bo ty jesteś głupi. Jak wszyscy ludzie.

— Więc nie powiedziesz?

— Ja powiodę! — odezwał się naraz niespodziewany głos z kąta sklepionej izby.

Marek odwrócił się żywo. Zapomniał był o obecności Nuzara, który, za nogę przykuty, leżał w cieniu na garści barłogu.

— Ty? ty? Czy znasz kraj szernów? — zapytał.