kruchych ramion, wreszcie swoich,

przytulnych. Tam być może kiedyś

zbudować komuś dom, inny niż

szelest pergaminów, rzucanych

na wiatr. Przełożyć na cudzą

swoją prywatność. Zwrócić

oczy w inną stronę,

niech łzawią, gdy

zaboli obce

ciało.