te godziny przy piórze okaleczeń nie leczą

zrosty składnie rozgrabią rankę lekką ręką

odsączą w strupki wzruszeń

ten więzienny dom w mowie który

więcej oznacza niż wmówienie

że się żyje

i mocniej i czulej

C. K. Norwid rysuje okładkę do „Lirenki” T. Lenartowicza, co nieuchronnie przechodzi w traktat o przyjaźni, a nieopłacony list dochodzi lub nie dochodzi do adresata

Złotniczeńku zrób mi kubek ale proszę zrób mi ład

nie ładu nie ma Piękno wskrusza dopiero po jęku