— No, który i jak to zrobił? — zapytała, jak wtedy, gdyśmy coś przeskrobali.

— Ja — przyznał się nasz najstarszy brat. — Pamiętacie baloniki, które kupowaliśmy na defiladzie? Te, co same leciały do góry? Wypuściłem z nich gaz i napompowałem nim poduszki. Tylko za bardzo się śpieszyłem, nie zaszyłem dobrze poduszek i dlatego gaz zbyt wcześnie uciekł. Chciałem zdążyć przed powrotem taty, ale mi się nie udało.

— Właśnie, że ci się udało — powiedziała mama. — Nie widzisz, że tata nareszcie przekonał się do naszych czarów?