Ale zatrzymał ich jeszcze jakiś ruch za jedną z szyb. Drgnęła firanka, uchyliło się małe okienko na pierwszym piętrze i ukazała się w nim okrągła buzia, otoczona chmurką siwych włosów.
— Dzieci! Dzieci! To tutaj, tutaj! Chodźcie na górę!
Agnieszka i Antek aż podskoczyli z wrażenia.
Starsza pani machała na nich ręką i nawoływała dalej.
— Widzę, że się błąkacie i rozglądacie, a przecież to ja na was czekam! No wchodźcie, wchodźcie, to te drzwi, pod moim oknem!
— Chodź! Idziemy! Co nam szkodzi? — pociągnął Antek za rękę siostrę.
Weszli na klatkę schodową i po schodach na pierwsze piętro.
Staruszka czekała już na nich w uchylonych drzwiach, uśmiechnięta radośnie.
— Już myślałam, że nie przyjdziecie, bo w zeszłym roku dzieci zjawiły się dużo wcześniej... No wchodźcie, wchodźcie!
Staruszka otworzyła przed nimi drzwi i z taką niecierpliwą radością zapraszała ich do środka, że musieli przecież wejść.