Zerwał się z krzesła i zaczął krążyć po pokoiku, machając ramionami jak nietoperz.
— Mówię ci, babciu, że ja to wymyślę! Zobaczysz!
— Nie ma co ukrywać, sama bym sobie chętnie pofruwała — powiedziała babcia marząco.
— A z jedzeniem? Wymyśliłeś coś już? — wtrąciła się Agnieszka.
— Z jedzeniem czego?
— No, sama babcia widzi, jaki on jest niepraktyczny fantasta! Ludzie na ziemi nie mają co jeść, a on wymyśla jakieś fruwole czy fruwoty, zamiast się zająć żywnością dla nich! — oburzała się Agnieszka. — I to mają być najpilniejsze wynalazki!
— Agniesiu! — powiedziała babcia pobłażliwie. — Przecież on się tylko bawi...
— Ja się bawię? — oburzył się z kolei Antek. — To babcia mnie nie zna! Ja to wszystko naprawdę zrobię, zobaczycie! Ale z jedzeniem dla głodnych ludzi... ja już o tym rozmawiałem z tatą i to jest dla mnie za trudne! Bo tutaj żaden pojedynczy wynalazek nie pomoże... Trzeba strasznie dużo pozmieniać!
— A bułka-odrostka? — spytała nieśmiało babcia.
— To babcia też o tym myślała? — podskoczyła Agnieszka.