Tynk odpada, sypią ściany,

cienie się po kątach czają,

mocą siły niesłychanej

drzwi się same otwierają!

A tam? Zgroza! Tam w komnacie

straszna postać niewołana

we Faustowej stoi szacie!

Strach! Okropność! Drżą kolana —

Kędyż uciec? Groza wszędzie —

stać? czy iść? ach! — co to będzie!