Zawsze patrzyłem na was zły, nieprzejednany,

a oto czuję w piersiach czar mocy nieznanej!

Rozkoszni, piękni, młodzi — trudno temu przeczyć —

chciałbym, coś mnie wstrzymuje, nie mogę złorzeczyć!

Któż dudkiem586 jutro będzie? — już sam z siebie szydzę,

jeśli ja wystrychnięty zostanę na dudka? —

Ta gromada chłopczyńska, której nienawidzę,

taka powabna strasznie, nadobna, milutka!

Dzieciaki lube! Radość we mnie wzbiera:

wszakże jesteście także z rodu Lucyfera?