krok mój podzwaniał tępo w płyt kamiennej głuszy;

pusto; nigdzie nikogo; ani żywej duszy,

ni służebnych, co zwykle w szczebiotnej radości

wybiegały przywitać podróżnych lub gości.

Idę dalej, w świetlicę krok kieruję śmiele —

i tam to, przy ognisku gasnącym w popiele,

ujrzałam wiedźmę starą zakutaną w chusty,

przykucniętą w naśnieniu, melankolii pustej.

Zdziwiona, że bez ruchu siedzi ta nędzarka,

mówię: wstań! Pewno, myślę, to owa szafarka,