słońce brzydoty nie zna, nie widzi;

ono, co świętość dnia wypromienia,

nie widzi nigdy swojego cienia.

Lecz nas śmiertelnych los patrzeć zmusza;

bolą źrenice; wzdryga się dusza;

bolą nas oczy piękna łaknące

z patrzenia w zjawy przerażające.

Oto nam gniewem serce już pała;

usłysz przekleństwa! Usłysz, zuchwała!

Ty jesteś złością, tyś jest nieszczęście,