a potem każde pędem w swoją zmierza stronę:
wstydliwość zasromana, piękno niezmożone;
obie w końcu noc wchłonie pusta, niepojęta,
o ile je wpierw starość zgarbiona nie spęta.
Bezczelne swawolnice, zgubione w zabawie,
przybłędy rozgdakane, niczym te żurawie,
co zwartym kluczem lecą w żałosnym klangorze
jak chmura po znaczonym, przyrodzonym torze;
krzykiem, wrzaskiem cichego wędrowca zmuszają
do spojrzenia ku onym żurawim wyrajom —