w jego pracowni w tyglach się rodziły

one leki i maści, czarodziejskie brednie,

które w nocy spłodzone, leczyć miały we dnie.

Ogółem biorąc był to człowiek sprawiedliwy,

który wierzył w te swoje obłąkańcze dziwy —

wierzył — więc był spokojny i czysty w sumieniu.

Owe lwy i lilije65 żenione w płomieniu

na łożu madejowym rozciągał i smażył,

aż królewnę rumianą66 w retorcie67 uwarzył.

Lecz gorzej, kiedy chorych tym wywarem leczył,