na czoło bieliste, złote kędziory?

czy na liczka rumiane, skraszone ruchem,

jak soczyste brzoskwinie omglone puchem?

O, jakże chęć bierze ugryźć — nie można!

smak popiołu mam w ustach! będę ostrożna.

Lecz najpiękniejsi niosą już oto

stopnie, tron cudny, zasłonę złotą,

namiot, a białe wysmukłe ręce

wiążą girlandy, wieszają wieńce

ponad królową. — O, pani miła