te wszystkie łupy moich kolegów,

to dla mnie omłot i siano.

Chytry na skarbów lśniące pożytki,

jak sowa szukałem wśród cieni —

w lot odkrywałem skrzynie i skrytki

i tajemnice kieszeni.

Rychło w bród miałem drogich kamieni,

klejnotów cennych, złotości:

a oto szmaragd zacnej zieleni,

godny twej, pani, piękności.