Obłok znika powoli, rozwichrza się, kłębi —

na wschód zmierza, pod słońce, ku zmodrzonej głębi.

Patrzą zdumione oczy po nieba równinie,

kędy zmienna, stukształtna chmura w dale płynie;

ta sama, a wciąż inna; — o, nie mylą oczy!

Oto się przeistacza w promiennej przeźroczy

w olbrzymią postać hożej niewiasty zbudzonej —

czyli to zjawa Ledy771, Heleny, Junony?

Majestatyczne piękno duszę moją pieści!

Lecz już znika widzenie, ginie kształt niewieści,