sam siebie pokochał w tej dali.

Niejedno widziały szczęśliwe źrenice,

choć różnie w tym życiu bywało:

świat piękny i piękne strażnika stanice —

pieśń jego jest życia pochwałą!

Tu kończy się śpiew strażnika, chwila ciszy.

Cóż za straszliwa zjawa z mroków się wyłania

i rozrość się radości wysokiej zabrania?!

Z najgęstszej nocy, skrytej pośród lip konarów,

rośnie łuna! Snop iskier! Płomienie pożarów!