To chata przygarbiona, mchem porosła płonie!

Któż pobieży z pomocą ku szybkiej obronie?

Zacni starzy! Tak dbali i strzegli ogniska,

aż tu z nagła nieszczęście czyha na nich z bliska.

Krwawa pożoga! Dobytek się pali!

Oby się oni chociaż z ognia zratowali!

Straszne piekło szaleje! Zajęły się drzewa —

płoną suche gałęzie — gęsta skier ulewa!

Wielkim słupem wyrasta rozchwiane ziskrzenie!

Błysk! — To lipa zetlona runęła w płomienie!