We wszystkim źle się wiedzie nam bezsprzecznie,

na nic prawa; obyczaj stary jest wspomnieniem,

więc też budować na nim nie można bezpiecznie.

Dawniej wylatywała z ostatnim westchnieniem

dusza — więc czatowałem — chytrze przyczajony —

łaps! — i już ją jak myszkę pochwyciłem w szpony.

Dziś inaczej! Broni się i w ponurym mroku

ohydnego mieszkania trwa, w kiepskim zewłoku,

aż rozkładem zwaśnione żywioły się skłócą

i duszę wreszcie na łeb, na szyję wyrzucą.