już nie ma — każden jeno drwi —

tu jakieś słówko podejrzane,

tam szpilkę wbije ktoś znienacka —

kto może, rozdrapuje ranę

i poszła sława w dym wojacka!

Ej! — gdybym krzyknąć mógł — kłamiecie!

i sam przed sobą rzec: nie wierzę!

rozbiłbym w puch to marne śmiecie,

ejże! leciałyby paździerze!

Ktoś idzie! Zbliża się! Czuj duch!