Lecz czemuż wzrok mój ciągle od ksiąg i rupieci

do tej flaseczki wraca, co na półce świeci?

ilekroć spojrzę na nią, barwi się, jaśnieje

jak księżyc, który nagle w borze zbłękitnieje.

Witam cię, przyjaciółko, pozdrawiam nabożnie

i zdejmuję z tej wnęki lekko i ostrożnie;

w tobie uwielbiam sztukę i rozum człowieczy,

kwintesencjo wszystkiego, co zbawia i leczy;

oto wywar, co w sobie śmierć i ciszę ziszcza,

o, bądźże dziś łaskawy dla swojego mistrza!