już w nas omdlewać począł duch,

bracia brodzili, to płynęli,

jam się zapadał po sam brzuch —

z trzęsawisk ledwośmy wybrnęli.

A ona, dziewczę hoże, żywe —

zskoczyla i przemokłą grzywę

poczęła głaskać z przymilnością,

dziękować za przebyty lęk —

tak jakoś mądrze i z godnością —

przedziwny był w niej wtedy wdzięk!