Któżby przypuścić mógł, panie, że baran zabije zająca
I pozbawi cię skarbów? Nikczemna to grabież i zdrada!
Ale nie słuchał go król i odszedł do swojej komnaty,
Mrucząc gniewnie. Tam zastał królową z małpeczką nadworną,
Zręczną, układną i mądrą, a wielce lisowi przyjazną.
Ta, ujrzawszy, że lew się zawziął, wyrzekła te słowa:
— Ilekroć, królu i panie, na prośby me zważać raczyłeś,
Nigdyś się na to nie żalił i zawsześ wybaczał wspaniale,
Gdym odezwać się śmiała, by gniew twój monarszy złagodzić.
Chciejże i teraz wysłuchać, co powiem w obronie krewnego.