Krwi się ciepłej napiłem; biesiada była wyborna,
Więc też dalej broiłem, mordując co się nawinie:
Młode koźlątka i ptaki, kaczęta, gąski i kury.
Później zimą nad Renem spotkałem się z wilkiem-Srogoszem
I zawarłem z nim sojusz, że razem polować będziemy,
On na większe zdobycze, a ja na mniejsze i słabsze.
Plony miały być wspólne; lecz stało się całkiem inaczej.
Gdy cielaka pochwycił lub kozę, to raczył się suto
Świeżym ich mięsem, a mnie zostawiał gnaty i skórę.
Nawet choć się zdarzyło, że wspólnie złowiliśmy krowę,