— Chętnie, odrzekł jej lis, przed śmiercią ulżę sumieniu,

A choć przyjdzie, niestety, oskarżyć przyjaciół i krewnych,

Cóż ja na to poradzę, gdy grożą mi męki piekielne,

Jeśli prawdę zataję? Nie mogę duszy swej zgubić.

Ciężko się jakoś zrobiło królowi na sercu; więc pyta:

— Czy nie skłamiesz ty tylko? — A lis mu na to obłudnie:

— Grzesznik ze mnie jest wielki, lecz teraz, w śmierci godzinie,

Z prawdą nie zminę się pewno, bo cóżby mi z fałszu przyjść mogło?

Rzekłszy to, minę nastroił żałosną i truchleć się zdawał.

Więc wtrąciła królowa: — Lituję się jego niedoli;