Wilhelm nie widział w tej całej sprawie niczego godnego szczególnej uwagi, gdy wtem Mignon wpadła szybko i zapewniła go, że schwytany jest Fryderykiem, który od czasu kłótni z koniuszym znikł z towarzystwa i oczu aktorów.
Interesując się tym chłopcem, Wilhelm śpiesznie się oddalił i na podwórzu zamkowym zastał już przygotowania, gdyż hrabia lubił uroczystość nawet w takich wypadkach. Przyprowadzono chłopca; Wilhelm podszedł i prosił, ażeby się wstrzymano, on bowiem zna chłopca i ma do przytoczenia o nim różne rzeczy. Z trudnością przyszło mu zyskać posłuchanie, w końcu otrzymał pozwolenie pomówienia z delikwentem. Ten zapewnił, że o napadzie, w którym aktor jakiś miał być znieważony, nie wie nic a nic; że się kręcił koło zamku i nocą się wemknął dlatego tylko, aby wynaleźć Filinę, że już się dowiedział o jej sypialni i że z pewnością byłby do niego trafił, gdyby go tymczasem nie schwytano.
Wilhelm, nie chcąc dla honoru towarzystwa wyjawiać stosunków, pośpieszył do koniuszego i prosił go, by znając osoby i dom, zechciał pośredniczyć w tej sprawie i uwolnić chłopca.
Ten kapryśny człowiek wymyślił przy pomocy Wilhelma historyjkę, jak to chłopiec należał do trupy, uciekł z niej, ale znowu pragnął w niej się znajdować i zostać przyjętym; jak z tego powodu miał zamiar odnaleźć nocą niektórych ze swych opiekunów i polecić się ich łasce.
Zaświadczono zresztą, że się dobrze sprawował; wdały się w to damy, puszczono chłopca. Wilhelm wziął go z sobą i odtąd liczył go jako trzecią osobę tej dziwnej rodziny, którą od pewnego czasu uważał za swoją. Starzec i Mignon chętnie przyjęli powracającego i wszyscy troje zobowiązali się służyć pilnie swemu przyjacielowi i obrońcy i sprawić mu jakąś przyjemność.
Rozdział dziesiąty
Filina z każdym dniem lepiej wkradała się w łaski pań. Kiedy były zebrane same, kierowała zazwyczaj rozmowę na mężczyzn, którzy się tam uwijali, a Wilhelm nie należał do ostatnich w liczbie tych, którymi się zajmowano. Bystrej dziewczynie nie było tajemnicą, że zrobił silne wrażenie w sercu hrabiny; opowiadała więc o nim, co wiedziała i czego nie wiedziała; strzegła się wszakże wyjawić cośkolwiek, co mogłoby być wytłumaczone na jego niekorzyść, sławiła natomiast jego szlachetność, hojność a zwłaszcza skromność w zachowaniu się względem płci niewieściej. Na wszystkie inne pytania, jakie jej zadawano, odpowiadała roztropnie, a kiedy baronowa spostrzegła wzrastającą skłonność swojej pięknej przyjaciółki, odkrycie to było i dla niej bardzo pożądane. Bowiem jej stosunki do wielu mężczyzn, w ostatnich zaś dniach szczególnie do Jarna, nie uszły uwagi hrabiny, której czysta dusza nie mogła patrzeć na taką lekkomyślność bez niezadowolenia i łagodnej nagany.
Tym sposobem zarówno baronowa, jak Filina, miały każda własny interes w tym, żeby naszego przyjaciela zbliżyć do hrabiny, a Filina prócz tego spodziewała się przy sposobności pracować także dla siebie i jeżeli można, odzyskać utraconą przychylność młodzieńca.
Pewnego dnia, kiedy hrabia z resztą towarzystwa pojechał na polowanie i spodziewano się panów dopiero na drugi dzień, baronowa obmyśliła żart właściwy jej usposobieniu; lubiła bowiem się przebierać i występowała dla zadziwienia towarzystwa to jako dziewczyna wiejska, to jako paź, to jako dojeżdżacz. Nadawała sobie przez to pozór wróżki, która wszędzie jest obecna, a zwłaszcza tam, gdzie się jej najmniej spodziewają. Nic nie dorównywało jej radości, gdy przez czas jakiś niepoznana usługiwała towarzystwu lub w jakiś inny sposób przebywała wśród niego i w końcu w sposób żartobliwy dawała się odkrywać.
Pod wieczór kazała zawołać Wilhelma do swego pokoju, a że właśnie miała jeszcze coś do zrobienia, Filina winna go była przygotować.