Przyszedł i nie bez zdziwienia zastał w pokoju zamiast szanownych pań lekkomyślną dziewczynę. Przywitała go z pewną przyzwoitą otwartością, w której się dotąd ćwiczyła, zmuszając go tym sposobem również do grzeczności.

Z początku żartowała w ogólności ze szczęścia, jakie go prześladuje, a które, jak sądzi, i teraz tutaj go sprowadziło; potem w sposób miły zrobiła mu wyrzut za postępowanie, jakim ją dotychczas dręczył, ganiła i obwiniała sama siebie, wyznała, że zresztą zasłużyła na takie jego zachowanie się, opisała szczerze stan, który nazywała dawniejszym, i dodała, żeby musiała sama sobą pogardzać, gdyby nie zdolna była się zmienić i uczynić godną jego przyjaźni.

Wilhelma mowa ta wzruszyła. Za mało miał znajomości świata, by wiedzieć, że właśnie ludzie całkiem lekkomyślni i do niezdolni poprawy częstokroć najgoręcej się obwiniają, z wielką szczerością wyznają swe błędy i żałują za nie, chociaż nie posiadają najmniejszej siły, by zejść z drogi, na którą ich przemożnie porywa natura. Nie mógł tedy pozostać niechętny ślicznej grzesznicy; wdał się z nią w rozmowę i dowiedział się o projekcie dziwnego przebrania, którym zamierzano zadziwić piękną hrabinę.

Miał w tym skrupuły, których nie ukrywał przed Filiną, ale baronowa, która właśnie w owej chwili nadeszła, nie dała mu czasu na wahanie się, przeciwnie, pociągnęła go za sobą, zapewniając, że to najlepsza pora.

Ściemniało się; zaprowadziła go do garderoby hrabiego, kazała mu zdjąć surdut i założyć jedwabny szlafrok hrabiego, włożyła mu następnie czapeczkę z czerwoną wstążką, zaprowadziła go do gabinetu i poleciła mu usiąść w dużym krześle i wziąć książkę: sama zapaliła lampę Arganda80, która przed nim stała i nauczyła go, co ma robić i jaką grać rolę.

Powiedziała, że oznajmi hrabinie niespodziane przybycie męża i jego zły humor; ona przyjdzie, kilka razy przemierzy pokój, potem usiądzie na poręczy krzesła, położy rękę na jego ramieniu i powie parę słów. On ma grać rolę małżonka jak można najdłużej i najlepiej, ale kiedy będzie się musiał w końcu odkryć, to niechże będzie ślicznie ugrzeczniony i elegancki.

Siedział tedy Wilhelm dosyć niespokojny w tym dziwacznym przebraniu; projekt zaskoczył go, a wykonanie wyprzedziło namysł. Baronowa wyszła już z pokoju, kiedy dopiero spostrzegł, jak niebezpieczne było stanowisko, które zajął. Nie zapierał przed sobą, że piękno, młodość, wdzięk hrabiny zrobiły na nim wrażenie, ale ponieważ z usposobienia daleki był od wszelkiej pustej galanterii, a zasady nie pozwalały mu na myśl o poważniejszych zamiarach, był więc rzeczywiście w tej chwili wielce zakłopotany. Równie wielka przejmowała go obawa, by nie podobać się hrabinie, albo podobać się więcej, niż wypada.

Przed jego wyobraźnią zjawiał się ponownie każdy powab niewieści, jaki kiedykolwiek na niego podziałał. Marianna ukazała mu się w białym rannym szlafroczku i błagała go o pamięć. Uprzejmość Filiny, jej piękne włosy i przypochlebiające zachowanie się zostały ożywione przez jej ostatnią obecność; wszystko jednak usuwało się jakby za zasłonę oddalenia, kiedy wyobrażał sobie szlachetną, kwitnącą hrabinę, której ramię miał za chwilę poczuć na swej szyi, której niewinne pieszczoty był obowiązany odwdzięczyć.

Ani przeczuwał nawet, w jak dziwny sposób zostanie wydobyty z tego kłopotliwego położenia. Bo jakże wielkie było jego zdziwienie, ba! przestrach, gdy drzwi za nim otworzyły się, a on za pierwszym ukradkowym spojrzeniem w zwierciadło dostrzegł bardzo wyraźnie hrabiego, który wszedł ze świecą w ręku. Wahał się co ma zrobić, czy siedzieć, czy wstać, uciekać, wyznać, wyprzeć się, czy błagać o przebaczenie — trwało to jednak chwil kilka zaledwie. Hrabia, który nieruchomo stał w drzwiach, cofnął się i zamknął je po cichu. W tej chwili bocznymi drzwiami wskoczyła baronowa, zgasiła lampę, porwała Wilhelma z krzesła i pociągnęła za sobą do gabinetu. Szybko zdjął z siebie szlafrok, który natychmiast wrócił na swe zwykłe miejsce. Baronowa zarzuciła surdut Wilhelma na ramię i pośpieszyła wraz z nim przez kilka izb, przejść i przepierzeń do swego pokoju, gdzie Wilhelm po uspokojeniu się baronowej usłyszał od niej, że poszła do hrabiny, aby zanieść zmyśloną wiadomość o przybyciu hrabiego.

— Wiem już o tym — odrzekła hrabina. — Co mogło się stać? Widziałam go właśnie, jak wjeżdżał boczną bramą.