Baronowa przerażona, jak mówiła, natychmiast pobiegła do pokoju hrabiego po Wilhelma.
— Na nieszczęście przyszła pani za późno! — zawołał Wilhelm. — Hrabia był już przedtem w pokoju i widział mnie siedzącego.
— Czy poznał pana?
— Nie wiem. Widział mnie w zwierciadle tak jak ja jego, a zanim przekonałem się, czy to widmo czy on sam, cofnął się i zamknął za sobą drzwi.
Zakłopotanie baronowej wzrosło, kiedy lokaj przyszedł po nią, mówiąc, że hrabia znajduje się u swej żony. Odeszła przygnębiona i zastała hrabiego spokojnego wprawdzie i zamyślonego, ale w wypowiedziach łagodniejszego i uprzejmiejszego niż zazwyczaj. Nie wiedziała co myśleć. Rozmawiali wydarzeniach z polowania i przyczynach wcześniejszego powrotu. Rozmowa niebawem się urwała. Hrabia zamilkł; zastanowiło to baronową, kiedy zapytał o Wilhelma i wyraził życzenie, żeby go przyzwano, aby coś odczytał.
Wilhelm, który w pokoju baronowej ubrał się ponownie i cokolwiek uspokoił, zjawił się na rozkaz z pewnym niepokojem. Hrabia dał mu książkę, z której czytał, nie bez zmieszania, jakąś awanturniczą opowieść. W głosie jego przebijała jakaś niepewność, jakieś drżenie, co na szczęście zgodne było z treścią opowiadania. Hrabia kilkakrotnie dawał przyjazne oznaki upodobania i chwalił szczególny ton czytania, aż w końcu odprawił naszego przyjaciela.
Rozdział jedenasty
Zaledwie Wilhelm odczytał kilka sztuk Szekspira, a już ich wpływ na niego tak był silny, że nie mógł się dalej posuwać w studiowaniu. Całą jego duszą wstrząsało wzruszenie. Szukał sposobności pomówienia z Jarnem i nie zdołał mu się dosyć nadziękować za sprawioną radość.
— Przewidywałem — rzekł ten — że nie zdołasz pozostać obojętny na świetne przymioty najbardziej niezwykłego i najdziwniejszego ze wszystkich pisarzy.
— Tak — zawołał Wilhelm — nie przypominam sobie, żeby jakakolwiek książka, człowiek lub jakiś wypadek życiowy wywarły na mnie tak wielkie wrażenie, jak te wyborne sztuki, które dzięki łaskawości pańskiej poznałem. Wydają się dziełem geniuszu niebiańskiego, zbliżającego się do ludzi, by ich zapoznać z samymi sobą w sposób jak najłagodniejszy. To wcale nie poezje! Wydaje się nam, jakbyśmy stali przed otwartymi olbrzymimi księgami losu, w których świszczy wicher najburzliwszego życia i przewraca ich kartki potężnie a chyżo. Ich siła i łagodność, wrzawa i spokój, tak mnie zdumiały i wytrąciły ze zwykłej kolei myśli, że tęsknię tylko za chwilą, kiedy będę mógł czytać dalej.