Ledwie baron opuścił pokój, Wilhelm skwapliwie policzył gotówkę, która wpadła mu tak niespodzianie i, jak sądził, tak niezasłużenie. Zdawało się, jakby wartość i ważność złota, które odczuwamy dopiero w późniejszych latach, po raz pierwszy ukazały mu się z przeczucia, gdy piękne, błyszczące sztuki wysuwały się z ładnego woreczka. Obrachował się i przekonał, że biorąc pod uwagę przyrzeczenie Meliny co do natychmiastowego zwrotu zaliczki, ma w kasie tyle samo, a nawet więcej niż w dniu, kiedy Filina poprosiła go o pierwszy bukiet. Z ukrytym zadowoleniem spojrzał na swój talent, z pewną dumą na szczęście, które go prowadziło i mu towarzyszyło. Pewny siebie porwał tedy za pióro, by napisać list, który miał wyrwać rodzinę z niepewności i przedstawić w jak najlepszym świetle jego dotychczasowe postępowanie. Pominął właściwe opowiadanie i w słowach znaczących a tajemniczych dawał tylko odgadywać to, co go mogło spotkać. Dobry stan kasy, zysk, który zawdzięczał swemu talentowi, łaska możnych, przychylność kobiet, znajomości zawarte w szerokim kole, rozwój zdolności cielesnych i duchowych, nadzieja na przyszłość — tworzyły tak cudny obraz powietrzny, że nawet fatamorgana nie mogłoby dziwniej oddziaływać.

Złożywszy list, ciągnął dalej w tym szczęśliwym upojeniu długą rozmowę z samym sobą, powtarzając treść tego, co napisał, i wyobrażając sobie aktywną i godną przyszłość. Przykład tylu dzielnych wojowników przejął go zapałem, poezja Szekspirowska otworzyła przed nim nowy świat, a z ust pięknej hrabiny wciągnął w siebie niewymowny ogień. To wszystko nie mogło, nie powinno pozostać bez wpływu na życie.

Przyszedł koniuszy i zapytał, czy się uwinęli z pakowaniem. Niestety, nikt prócz Meliny o tym nie pomyślał. Trzeba się było spiesznie zabrać do roboty. Hrabia obiecał kazać przewieźć całe towarzystwo o kilka dni drogi; konie były już gotowe i na długo dawać ich nie było można. Wilhelm zapytał o swój kufer; pani Melina zabrała go sobie; zażądał pieniędzy, pan Melina upakował je z wielką troskliwością na samym spodzie kufra. Filina rzekła:

— W moim jest jeszcze miejsce.

Wzięła ubranie Wilhelma i kazała Mignon przynieść resztę rzeczy. Wilhelm, choć z niechęcią, musiał na to przystać.

Kiedy się pakowali i wszystko przygotowywali, Melina rzekł:

— Przykro mi, że podróżujemy jak linoskoczkowie i jarmarczni szarlatani; chciałbym, żeby Mignon wdziała kobiece suknie i żeby harfiarz kazał sobie jeszcze prędko ostrzyc brodę.

Mignon przytuliła się do Wilhelma i rzekła z wielką żywością:

— Jestem chłopcem, nie chcę być dziewczyną!

Starzec milczał, a Filina przy tej sposobności zrobiła parę wesołych uwag o cechach hrabiego, ich opiekuna.