— Dziwny człowieku! Nie zdołasz mi odebrać zaufania do siebie, jak niemniej nadziei, że cię ujrzę szczęśliwym. Nie będę wkraczał w tajemnice twego zabobonu, ale jeżeli już żyjesz w przeczuwaniu cudownych związków i przepowiedni, to ci powiadam na twoją pociechę i zachętę: zwiąż się z moim losem, a zobaczymy, który duch jest silniejszy, czy twój czarny, czy mój biały.
Wilhelm skorzystał z tej sposobności, ażeby mu powiedzieć niejedno słowo pociechy, bowiem od jakiegoś czasu zaczął przypuszczać, że dziwny jego towarzysz jest człowiekiem, który wskutek przypadku czy losu obciążył się jakąś wielką winą i jej wspomnienie wciąż wlecze za sobą. Przed kilkoma dniami Wilhelm słuchał jego śpiewu i zapamiętał następujące wiersze:
Dla niego światło porannego słońca
Czysty widnokrąg płomieniem zalewa,
A piękny świat ten od końca do końca
Dla winowajcy w nicość się rozwiewa.
Cokolwiek tedy mówił starzec, Wilhelm zawsze znajdował silniejszy argument, umiał wszystko obrócić i wytłumaczyć na dobre, umiał przemówić tak uczciwie, serdecznie i pocieszająco, że starzec, jak się zdawało, odżywał i pozbywał się swoich urojeń.
Rozdział drugi
Melina miał nadzieję utrzymać się wraz ze swym towarzystwem w jakimś małym, ale zamożnym mieście. Już znajdowali się w miejscu, do którego zawiozły ich konie hrabiego, i oglądali się za innymi końmi i wozami, żeby ruszyć dalej. Melina wziął na siebie przewóz i okazał się według swego zwyczaju bardzo skąpy. Natomiast Wilhelm, mając piękne dukaty hrabiny w kieszeni, sądził, że ma najzupełniejsze prawo użycia ich w sposób wesoły, i nader łatwo zapomniał, że już je bardzo chełpliwie wpisał do tego świetnego bilansu, jaki posłał rodzinie.
Jego przyjaciel Szekspir, którego z wielką radością uznał za swego ojca chrzestnego i tym chętniej kazał się nazywać Wilhelmem, dał mu poznać pewnego księcia, który przez czas jakiś bawi wśród niskiego, ba, złego nawet towarzystwa i pomimo swej szlachetnej natury znajduje przyjemność w grubiaństwie, niezgrabności i ograniczeniu takich całkiem zmysłowych jegomościów. Ideał, do którego mógł porównywać swój obecny stan, był mu wielce pożądany, a oszukiwanie samego siebie, ku czemu dośledził w sobie prawie nieprzezwyciężoną skłonność, stawało się przez to nadzwyczaj ułatwione.