Tymczasem zbliżyli się także i jeźdźcy; niektórzy zsiedli z koni; dama zrobiła to samo i wypytywała ze współczuciem o wszystkie okoliczności wypadku, który spotkał podróżnych, a zwłaszcza o rany rozciągniętego młodzieńca. Potem szybko się odwróciła i wraz ze starszym panem poszła na bok do powozów, które z wolna podjeżdżały pod górę i zatrzymywały na wybranym miejscu.
Młoda pani, postawszy chwilę u drzwiczek jednej z karet i pomówiwszy z przybyszami, zaprowadziła przysadzistego mężczyznę, który z niej wysiadł, do naszego rannego bohatera. Po skrzynce, którą miał w ręce, i po skórzanej torbie z narzędziami można w nim było poznać chirurga. Jego zachowanie było raczej szorstkie niż ujmujące, ale jego ręka lekka, a pomoc pożądana.
Dokładnie zbadawszy sprawę, oświadczył, że rana nie jest niebezpieczna, że ją zaraz opatrzy, po czym będzie można przewieźć chorego do najbliższej wsi.
Troskliwość młodej damy zdawała się zwiększać.
— Patrz no pan — rzekła, przeszedłszy się kilka razy i sprowadziwszy znowu starego jegomościa — patrz no pan, jak go urządzono! A czyż nie cierpi z naszego powodu?
Wilhelm słyszał te słowa, ale ich nie rozumiał. Ona przechadzała się niespokojnie; n zdawało się, że nie może oderwać się od widoku rannego, a zarazem bała się wykroczyć przeciw przyzwoitości, gdyby stanęła w tej chwili, gdy zaczęto go, choć z trudem, rozbierać. Chirurg rozcinał właśnie lewy rękaw, gdy stary jegomość podszedł do niej i poważnym tonem przedstawiał jej konieczność wyruszenia w dalszą podróż. Wilhelm zwrócił na nią oczy i tak był przeniknięty jej spojrzeniami, że ledwie czuł, co się z nim działo.
Filina tymczasem wstała, by ucałować rękę łaskawej pani. Kiedy obie stały przy sobie, naszemu przyjacielowi zdawało się, iż nigdy nie widział takiej różnicy. Filina nigdy dotąd nie ukazała mu się w tak niekorzystnym świetle. Wydawało mu się, że nie powinna się zbliżać do owej szlachetnej istoty, a tym bardziej jej dotykać.
Dama wypytywała Filinę o różne rzeczy, ale po cichu. W końcu obróciła się do starszego pana, który nadal stał sztywno, i rzekła:
— Kochany wuju, czy mogę być hojna na twój koszt?
I natychmiast zdjęła płaszcz, nieomylnie z zamiarem oddania go rannemu i nieokrytemu.