Ażeby go uspokoić, Filina opowiedziała, że to poczciwe stworzenie, zobaczywszy swego przyjaciela rannego, w pośpiechu na nic się nie oglądało, ażeby zatamować krew, ujęło swoje włosy bujające wokół głowy, ażeby nimi zatkać rany, ale wkrótce musiało zaniechać daremnego przedsięwzięcia. Następnie opatrzono mu rany za pomocą gąbki i mchu, a Filina oddała na ten cel swoją chusteczkę.

Wilhelm spostrzegł, że Filina siedziała oparta plecami o swój kufer, który wyglądał na całkiem dobrze zamknięty i nieuszkodzony. Zapytał tedy, czy i inni byli tak szczęśliwi, iż ocalili swoje manatki? Odpowiedziała wzruszeniem ramion i spojrzeniem na polankę, gdzie tu i ówdzie leżały rozrzucone rozbite skrzynki, połamane kufry, porozrywane zawiniątka i mnóstwo drobnych sprzętów. Na miejscu nikogo nie było widać,; a dziwna grupa znajdowała się tu sama jedna.

Wilhelm dowiadywał się teraz więcej, niż pragnął wiedzieć; reszta mężczyzn, którzy bądź co bądź mogli jeszcze stawić opór, została zastraszona i niebawem pokonana; jedni uciekli, drudzy z przerażeniem przypatrywali się porażce. Woźnice, którzy z powodu swych koni najuparciej się trzymali, zostali powaleni i związani, i w krótkim czasie wszystko splądrowano i zabrano. Zatrwożeni podróżni, gdy tylko minęła troska o życie, zaczęli opłakiwać swe straty, czym najprędzej pośpieszyli do pobliskiej wioski, zabierając ze sobą lekko ranionego Laertesa i szczupłe resztki swojego mienia. Harfiarz oparł swój uszkodzony instrument o drzewo i pośpieszył razem z innymi do owej miejscowości, by wyszukać cyrulika88 i poskoczyć, jak będzie mógł najrychlej, z pomocą swemu dobroczyńcy, pozostawionemu, jakby już był martwy.

Rozdział szósty

Troje naszych nieszczęśliwych wędrowców pozostało jeszcze przez dość długi czas w dziwnym położeniu; nikt im nie śpieszył z pomocą. Nadszedł wieczór; groziło zbliżenie się nocy; obojętność Filiny zaczęła się zamieniać w niepokój; Mignon biegała w tę i z powrotem i niecierpliwość dziewczęcia zwiększała się z każdą chwilą. Wreszcie, kiedy ich życzenie się spełniło i jacyś ludzie zbliżali się do nich, opanowała ich nowa obawa. Bardzo wyraźnie usłyszeli tętent koni na drodze, którą i oni przedtem przybyli, i przejął ich strach, żeby jakieś towarzystwo nieproszonych gości nie zechciało znowu odwiedzić tego wybranego miejsca, żeby zebrać pokłosie.

Jakżeż więc przyjemnie się zdziwili, kiedy się zza krzaków ukazała jadąca na siwku kobieta w towarzystwie jakiegoś starszego pana i kilku jeźdźców; za nimi podążali giermkowie, służący i oddział huzarów.

Filina, niezmiernie zdumiona tym zjawiskiem, zamierzała właśnie zawołać i błagać piękną amazonkę89 o pomoc, gdy ta, zdziwiona, zwróciła już oczy na dziwną grupę, natychmiast zawróciła konia, podjechała i zatrzymała się. Gorliwie się wypytywała o rannego, którego położenie na łonie lekkomyślnej Samarytanki90 wydawało się widocznie nader niezwykłe.

— Czy to pani mąż? — zapytała Filinę.

— To tylko dobry przyjaciel — odrzekła ona tonem, który Wilhelmowi wydał się nadzwyczaj niemiły.

Utkwił on wzrok w łagodne, szlachetne, spokojne, współczujące rysy twarzy przybyłej; zdawało mu się, że nigdy nie widział niczego godniejszego i milszego. Szeroki paltot męski ukrywał przed nim jej postać, widać pożyczyła go od jednego ze swych towarzyszy, żeby zabezpieczyć się przed wieczornym chłodem.