Mignon przez kilka dni zachowywała się bardzo cicho, a kiedy na nią nalegano, przyznała się w końcu, że miała wywichniętą prawą rękę.

— Zawdzięczasz to swemu zuchwalstwu — rzekła Filina.

I zaczęła opowiadać, jak dziewczynka w czasie utarczki, zobaczywszy przyjaciela w niebezpieczeństwie, dobyła kordelasa i dzielnie rzuciła się na rozbójników. W końcu porwano ją za rękę i odrzucono na bok.

Łajano ją, że nie powiedziała o swoim cierpieniu wcześniej, ale zrozumiano, że się bała chirurga, który dotychczas miał ją za chłopca. Starano się zaradzić złu, musiała nosić rękę na przewiązce. Z tego powodu znowu się rozdrażniła, gdyż najlepszą część starania i czuwania nad swoim przyjacielem musiała pozostawić Filinie, a ta miła grzesznica okazała się wtedy tym bardziej aktywna i uważna.

Pewnego poranka, kiedy Wilhelm się obudził, znalazł się dziwnie blisko niej. Na swym szerokim łożu w czasie niespokojnego snu zsunął się całkiem na tylną stronę. Filina leżała wyciągnięta w poprzek na przedniej części; widocznie zasnęła, siedząc na łóżku i czytając. Książka wypadła jej z ręki; upadła na wznak głową tuż przy jego piersi, na którą spłynęły falami jej rozpuszczone blond włosy. Nieład senny bardziej niż sztuka i zamiar potęgował jej wdzięki; dziecięcy, pogodny spokój malował się na jej twarzy. Przez pewien czas patrzył na nią i jakby robił sobie wyrzuty za przyjemność, z jaką się jej przypatrywał, i nie wiemy, czy błogosławił, czy też przeklinał swój stan, który czynił odpoczynek i umiarkowanie jego obowiązkiem. Dość długo już przyglądał się jej uważnie, kiedy zaczęła się poruszać. Przymknął z wolna oczy, ale nie mógł się powstrzymać, by przymrużonymi nie patrzeć na nią, gdy się znów przystrajała i odchodziła, by zapytać o śniadanie.

Jeden po drugim zjawiali się u Wilhelma wszyscy aktorzy, żądali mniej lub bardziej niegrzecznie i porywczo listów polecających i pieniędzy na drogę i zawsze je otrzymywali, chociaż Filina się zżymała. Na próżno tłumaczyła swemu przyjacielowi, że strzelec pozostawił także i tym ludziom znaczną sumę i że oni go tylko okpiwają. Z tego powodu wdali się w ożywiony spór, a Wilhelm znów twierdził stanowczo, że ona również powinna dołączy do reszty towarzystwa i szukać szczęścia u Serla.

Jej zwykły spokój opuścił ją tylko na chwilę; potem szybko przyszła do siebie i zawołała:

— Gdybym tylko miała znów swego blondyna, nie dbałabym o was wszystkich.

Miała na myśli Fryderyka, który gdzieś zniknął z tego wybranego miejsca i nie pokazywał się.

Na drugi dzień Mignon przyniosła do łoża chorego wiadomość, że Filina w nocy odjechała i że wszystko, co do niego należało, bardzo porządnie złożyła w bocznym pokoju.