Przemówił do niej bardzo serdecznie; na próżno! Jej łzy płynęły i zagłuszały jej słowa.
W tej chwili bardzo nie w porę wszedł Serlo, a z nim wielce niespodzianie Filina, którą trzymał za rękę.
— Oto pani przyjaciel — rzekł do niej — ucieszy się, że może panią powitać.
— Jak to? — zawołał zdziwiony Wilhelm. — Więc panią tutaj spotykam?
Poważnie a skromnie podeszła ku niemu, przywitała go, wychwalała dobroć Serla, że ją przyjął do swojej wybornej trupy bez zasługi z jej strony, jedynie w nadziei, że się rozwinie. Względem Wilhelma zachowywała się po przyjacielsku, ale z pełnym szacunku dystansem.
To udawanie trwało tylko, póki nie zostali sami. Bo gdy Aurelia odeszła, żeby ukryć swój ból, a Serla zawezwano, Filina popatrzyła naprzód bardzo uważnie na drzwi, czy oboje naprawdę odeszli, potem jak szalona skakała po izbie, usiadła na ziemi i o mało nie udusiła się od chichotu i śmiechu. Potem podskoczyła, przemawiała do naszego przyjaciela i cieszyła się niezmiernie swoim roztropnym postępowaniem, iż wyprzedziwszy Wilhelma, rozpoznała grunt i zagnieździła się.
— Tu panuje rozmaitość — rzekła — tak właśnie, jak lubię. Aurelia miała nieszczęśliwy romans z pewnym szlachcicem, który musi być okazałym mężczyzną i którego sama chciałabym kiedyś zobaczyć. Pozostawił jej pamiątkę, albo się bardzo grubo mylę. Biega tu sobie chłopczyk, może trzyletni, piękny jak słońce; ojcaszek musi być wielce miły. Dzieci w ogóle nie lubię, ale ten bęben podoba mi się. Dobrze sobie policzyłam. Śmierć jej męża, nowa znajomość, wiek dziecka, wszystko zgadza się doskonale. Teraz przyjaciel poszedł swoją drogą; od roku już jej nie widział. Z tego powodu jest niepocieszona i ma złamane serce. Głupia! Brat ma wśród trupy tancerkę, z którą się pieści, aktoreczkę, z którą jest poufały, w mieście jeszcze kilka kobiet, którym nadskakuje, a ja także znajduję się na liście. Głupiec! O reszcie tłumu posłyszysz jutro. A teraz jeszcze słówko o Filinie, którą znasz; ta arcygłupia zakochana jest w tobie.
Przysięgała, że to prawda, i zaklinała się, że to czysty żart. Prosiła usilnie Wilhelma, żeby się zakochał w Aurelii; wtedy dopiero śliczna byłaby heca.
— Ona ściga swego niewiernego, ty za nią, ja za tobą, a brat za mną. Jeżeli to nie da zabawy na pół roku, to niech umrę w pierwszym epizodzie, jaki się przyłączy do tego czworako splątanego romansu.
Prosiła go, by jej nie psuł roboty i okazywał jej tyle szacunku, na ile zechce zasłużyć swym publicznym postępowaniem.