Kiedy znajdował się w takim właśnie stanie duszy, Serlo uczynił mu propozycję i na nowo w nim ożywił pragnienia, skłonność, zaufanie w swój wrodzony talent oraz poczucie zobowiązania względem niezaradnego towarzystwa.
— I oto znowu — rzekł sam do siebie — stoję na rozstajnych drogach między dwiema niewiastami, które ukazały mi się w młodości. Jedna nie wygląda już tak marnie jak dawniej, a druga nie tak wspaniale. Czujesz pewien rodzaj wewnętrznego powołania, by pójść za jedną albo za drugą, a z obu stron pobudki zewnętrzne są dosyć silne; wydaje ci się rzeczą niemożliwą powziąć decyzję; pragniesz, żeby jakaś przewaga z zewnątrz zmusiła cię do wyboru; a jednak, jeżeli dobrze siebie zbadasz, to jedynie zewnętrzne okoliczności wytwarzają w tobie skłonność do handlu, zysku i posiadania, ale twoja serdeczna potrzeba rodzi i żywi życzenia, by coraz bardziej rozwijać i kształcić zdolności ku dobru i pięknu, które mogą w tobie spoczywać, czy są cielesne, czy duchowe. I czyż nie powinienem czcić losu, który bez mojego przyczynienia się prowadzi mnie tutaj do celu wszystkich moich pragnień? Czyż wszystko, co sobie niegdyś wymarzyłem i zamierzałem, nie urzeczywistnia się obecnie bez mojego współdziałania? Rzecz dziwna! Człowiek wydaje się nie być z niczym bardziej spoufalony jak ze swymi nadziejami i życzeniami, które długo żywi i przechowuje w sercu; a jednak, kiedy go one spotykają, kiedy mu się same jakby narzucają, nie poznaje ich i cofa się przed nimi. Wszystko, o czym tylko śnić sobie pozwalałem przed ową nieszczęsną nocą, która mnie oddaliła od Marianny, stoi oto przede mną i samo mi się ofiaruje. Tutaj zbiec chciałem, a zostałem łagodnie sprowadzony; u Serla chciałem szukać utrzymania, teraz on mnie szuka i podaje warunki, których jako początkujący nigdy nie mogłem się spodziewać. Czy to miłość jedynie do Marianny przywiązywała mnie do teatru? Czy też miłość to sztuki przyciągała mnie do dziewczyny? Czy owo wpatrywanie się w scenę, owo krążenie wokół niej było jedynie pożądaniem człowieka nieporządnego, niespokojnego, który pragnął prowadzić dalej życie, na jakie mu nie pozwalały stosunki świata mieszczańskiego; czy też to wszystko było czymś innym, czystszym, godniejszym? I cóż mogło cię skłonić do zmiany dawniejszych swoich upodobań? Czy raczej sam nieświadomie nie szedłeś za swoim planem? I czyż teraz ostatniego kroku nie należy tym bardziej pochwalić, iż nie masz przy tym żadnych pobocznych zamiarów i że zarazem możesz dotrzymać uroczyście danego słowa i uwolnić się od ciężkiej winy w sposób szlachetny?
Wszystko, co żyło w jego sercu i wyobraźni, ustępowało sobie miejsca jedno po drugim wśród najżywszej przemiany. Że mógł zatrzymać swoją Mignon, że nie potrzebował odpychać harfiarza, było wcale nie małym ciężarkiem na szali jego postanowień; a jednak wahała się ona wciąż jeszcze, gdy swoim zwyczajem szedł odwiedzić swoją przyjaciółkę Aurelię.
Rozdział dwudziesty
Zastał ją na łóżku; wydawała się uspokojona.
— Czy sądzisz pani, że jutro będziesz mogła grać? — zapytał.
— Ależ tak — odparła żywo — pan wiesz, nic mnie od tego nie powstrzyma... Gdybym tylko znała środek odsunięcia od siebie oklasków naszego parteru; robią to w dobrej myśli, a zarżną mnie jeszcze. Onegdaj sądziłam, że mi serce chyba pęknie! Dawniej mogłam to znosić, kiedy się sama sobie podobałam, kiedym długo się uczyłam i przygotowywałam, wtedy cieszyłam się, jeśli ze wszystkich stron odzywały się przychylne oznaki, że mi się powiodło. Teraz nie mówię, czego chcę, ani też, jakbym chciała; daję się porwać, plączę się, a moja gra sprawia daleko większe wrażenie. Oklaski stają się głośniejsze, a ja myślę sobie: „Gdybyście wiedzieli, co was zachwyca! Wzruszają was niejasne, gwałtowne, nieokreślone dźwięki, wymuszają na was podziw, a wy nie czujecie, że okazaliście waszą życzliwość tonom cierpienia nieszczęśliwej...”. Dziś rano uczyłam się; teraz powtórzyłam i odbyłam próbę. Jestem zmęczona, złamana, a jutro wszystko znów zacznie się od początku. Jutro wieczorem ma być przedstawienie. Tak się wlokę w tę i z powrotem, nudzi mnie wstawanie, a przykro mi kłaść się do łóżka. Wszystko u mnie wciąż kręci się w kółko. Raz zjawiają się przede mną niemiłe pociechy, to znów odrzucam je i przeklinam. Nie chcę się poddać, nie chcę się poddać konieczności — dlaczego konieczne ma być to, co mnie zabija? Czy nie mogłoby być inaczej? I za to muszę zapłacić, że jestem Niemką; jest to cechą Niemców, że do wszystkiego są ciężcy, że wszystko nad nimi ciąży.
— O, moja przyjaciółko! — przerwał jej Wilhelm — przestań sama wyostrzać sztylet, którym ustawicznie się ranisz! Czyż nic pani nie pozostaje? Czyż twoja młodość, postać, zdrowie, talenty są niczym? Jeżeliś pani straciła jakieś dobro bez swej winy, czy dlatego masz już i wszystko precz odrzucać? Jestże i to konieczne?
Milczała kilka chwil, potem wybuchła:
— Doskonale wiem, że to strata czasu, miłość to nic innego jak strata czasu! Czegóż bym nie mogła i nie powinna była dokonać! Teraz wszystko stało się niczym. Jestem biednym zakochanym stworzeniem, niczym tylko zakochanym! Miejże pan nade mną litość, na Boga, jestem biednym stworzeniem!