Pogrążyła się w sobie i po krótkiej przerwie zawołała gwałtownie:

— Przywykliście do tego, że się wam wszystko rzuca na szyję. Nie, nie może czuć, żaden mężczyzna nie zdoła uczuć wartości kobiety umiejącej się szanować! Wobec wszystkich aniołów bożych, wobec wszystkich obrazów błogości, jakie sobie stwarza czyste, dobroduszne serce, nie ma nic bardziej niebiańskiego nad istotę niewieścią, która oddaje się ukochanemu mężczyźnie! Jesteśmy zimne, dumne, wyniosłe, jasne, rozumne, jeżeli zasługujemy na nazwę kobiet, a wszystkie te zalety składamy u stóp waszych, gdy tylko kochamy, gdy tylko spodziewamy się pozyskać miłość wzajemną. Ach, jakżeż to ja z wiedzą i wolą całe swe istnienie precz odrzuciłam! Ale też teraz będę rozpaczać, rozpaczać naumyślnie. Nie pozostanie we mnie ani jednej kropli krwi, której bym nie skarciła, ani jednego włókienka, którego bym nie pragnęła udręczyć. Uśmiechnijże się pan, śmiej się z tego teatralnego wylewu namiętności!

Daleko było naszemu przyjacielowi do jakikolwiek wybuchu śmiechu. Straszny stan jego przyjaciółki, na pół naturalny, na pół wymuszony, aż zanadto go dręczył. Odczuwał katusze nieszczęsnego naprężenia; w mózgu mu się kotłowało, a jego krew znajdowała się w gorączkowym ruchu.

Wstała i chodziła po pokoju w tę i z powrotem.

— Wypowiadam sama przed sobą wszystko, dlaczego nie powinnam go była kochać — zawołała. — Wiem także, że on na to nie zasługuje; odwracam umysł to tu, to tam, staram się zająć, jak tylko mogę. Obieram sobie nieraz rolę, chociaż nawet nie mam jej grać; ćwiczę się w dawnych, które znam na wylot, coraz to gorliwiej i usilniej, aż do drobiazgów, ćwiczę się i ćwiczę — o drogi przyjacielu, o mój powierniku, co to za okropna praca odwracać się gwałtem od siebie samej! Rozum mój cierpi, mózg mój naprężony; ażeby się obronić przed obłąkaniem, oddaję się znowu uczuciu, że go kocham. Tak jest, kocham go, kocham go! — zawołała wśród potoku łez — kocham go i tak chcę umrzeć...

Ujął ją za rękę i prosił jak najusilniej, żeby się samowolnie nie dręczyła.

— O — rzekł — jakże to dziwna rzecz, że człowiekowi odmawiane bywa nie tylko to, co jest niemożliwe, ale nawet niejedno, co jest możliwe. Nie przeznaczono pani, byś znalazła wierne serce, które by stało się całym jej szczęściem. Mnie zaś przeznaczono, bym całą błogość swego życia przywiązał do nieszczęśliwej, którą ciężarem swej wierności przygniotłem do ziemi jak trzcinę, a może nawet zmiażdżyłem.

Opowiadał Aurelii swoje dzieje z Marianną i mógł się teraz na nie powołać. Spojrzała mu nieruchomo w oczy i zapytała:

— Czy możesz pan powiedzieć, żeś nigdy jeszcze nie zwiódł kobiety, żeś się nie starał u żadnej wyłudzić jej łaski lekkomyślnym nadskakiwaniem, przewrotnymi zapewnieniami, przejmującymi serce przysięgami?

— Mogę — odrzekł Wilhelm — i to bez chełpliwości, życie moje bowiem było bardzo proste i rzadko wystawiany byłem na pokusę próby. A jakąż to przestrogą, piękna moja, szlachetna przyjaciółko, jest ten smutny stan, w którym cię widzę. Przyjmij pani ode mnie ślub, który odpowiada w zupełności mojemu sercu, który wskutek wzbudzonego przez ciebie wzruszenia przyoblekł się u mnie w mowę i formę, a przez tę chwilę został uświęcony; będę się opierał każdej przelotnej skłonności, a nawet najpoważniejszą zachowam w mej piersi; wyznania miłości nie usłyszy z moich warg żadna istota niewieścia, której bym nie mógł poświęcić życia całego...