— Cicho! — odpowiedziała, kładąc palec na ustach. — Cicho!
Księga V
Rozdział pierwszy
I tak Wilhelm do dwu dawniejszych ran, ledwie zabliźnionych, dostał świeżą trzecią, która mu wielce była niedogodna. Aurelia nie chciała przystać, żeby zażądał pomocy chirurga; sama przewijała mu rękę wśród mnóstwa dziwacznych mów, ceremonii i zamawiań i tym sposobem wprawiła go w bardzo przykre położenie.
Ale nie tylko on, wszystkie w ogóle osoby znajdujące się w jej otoczeniu cierpiały na jej niepokoju i dziwactwach; nikt jednak bardziej niż mały Feliś. Pod takim uciskiem żywe dziecko stało się nadzwyczaj niecierpliwe i wciąż okazywało się tym bardziej grzeczne, im więcej go strofowała i napominała.
Chłopak miał upodobanie w pewnych przywyknieniach, które zazwyczaj nazywają brzydkimi i którym matka wcale nie myślała ustępować. Pił na przykład chętniej z butelki niż ze szklanki, potrawy smakowały mu widocznie lepiej z półmiska niż z talerza. Takiej nieprzyzwoitości nie darowywano mu, a kiedy zostawił otworem lub zatrzasnął drzwi oraz kiedy na usłyszany rozkaz albo nie ustąpił natychmiast, albo też wybiegał z hałasem, musiał wówczas wysłuchać długiej lekcji, choć potem nie dawał po sobie poznać najmniejszej poprawy. Co więcej, jego przywiązanie do Aurelii zdawało się co dzień bardziej zanikać; w jego głosie nie było wcale czułości, kiedy nazywał ją matką, lgnął natomiast namiętnie do starej mamki, która mu też naturalnie na wszystko pozwalała.
Lecz i ta od niejakiego czasu tak się rozchorowała, że musiano ją przenieść z domu do spokojniejszego mieszkania, a Feliś znalazłby się zupełnie osamotniony, gdyby nie zjawiła się Mignon jako pełen miłości duch opiekuńczy. Ślicznie się bawili wzajem oboje; ona go uczyła krótkich piosenek, a on, mając bardzo dobrą pamięć, powtarzał je często ku zdumieniu słuchaczy. Chciała mu także objaśniać mapy, którymi nadal była bardzo zainteresowana, ale chwyciła się przy tym nie najlepszej metody. Zdawało się bowiem, że co do krajów, nie miała w gruncie rzeczy żadnej innej ciekawości prócz tej, czy są ciepłe, czy zimne. O biegunach Ziemi, o straszliwym przy nich lodzie i o wzmagającym się cieple w miarę oddalania się od nich umiała doskonale zdać sprawę. Jeśli ktoś wybierał się w podróż, to pytała o to jedynie, czy idzie na północ, czy na południe i usiłowała odszukać drogi na swych małych mapkach. Zwłaszcza kiedy Wilhelm mówił o podróżach, słuchała nader uważnie i wydawała się zawsze zasmucona, gdy tylko rozmowa przechodziła na inny przedmiot. O ile nie dawała się namówić do przyjęcia jakiejś roli albo nawet do pójścia do teatru, kiedy w nim grano, o tyle chętnie i pilnie uczyła się na pamięć ód i pieśni, a kiedy oddeklamowała taki wiersz, zazwyczaj w poważnym i uroczystym rodzaju, częstokroć niespodziewanie, jakby bez przygotowania, budziła w każdym zdumienie.
Serlo, który przywykł zwracać uwagę na każdy ślad kiełkującego talentu, starał się ją zachęcać; najbardziej jednak zaleciła mu się ona nader wdzięcznym, urozmaiconym, a niekiedy nawet ochoczym śpiewem; w ten sposób również harfiarz zyskał sobie jego łaski.
Serlo, chociaż sam nie miał talentu do muzyki i nie grał na żadnym instrumencie, umiał jednakże ocenić jej wysoką wartość; starał się, jak mógł najczęściej, sprawić sobie tę rozkosz, z którą żadna inna nie może się równać. Raz na tydzień miewał koncert, a teraz przy pomocy Mignon, harfiarza i Laertesa, który na skrzypcach dość był zręczny, wytworzyła się dziwna kapela domowa.
Zwykł mawiać: