Wilhelm nie chciał nawet słuchać, kiedy Serlo mówił o oddzielaniu plew od pszenicy.

— To nie pomieszane z pszenicą plewy — wołał — to pień, konary, gałęzie, liście, pączki, kwiaty i owoce. Czyż jedno nie jest tu z drugim i wskutek drugiego?

Serlo utrzymywał, że nie potrzeba całego pnia na stół przynosić; artysta musi swoim gościom podawać złote jabłka w srebrnych łupinach.

Prześcigali się w porównaniach, a ich zdania oddalały się od siebie widocznie coraz bardziej.

Nasz przyjaciel został doprowadzony niemal do rozpaczy, gdy raz po długim sporze Serlo doradził mu jako najprostszy środek chwycić pióro i powykreślać w tragedii to, co się na nic nie zdało i zdać nie mogło, złączyć kilka osób w jedną, a jeżeli Wilhelm w tej mierze nie ma jeszcze dostatecznej biegłości albo też nie ma do tego należytej odwagi, to niech jemu zostawi tę pracę, a on rychło się z nią załatwi.

— To się nie zgadza z naszą umową — odparł Wilhelm. — Jak pan możesz być tak lekkomyślny, posiadając tyle smaku?

— Mój przyjacielu — zawołał Serlo — i pan się taki staniesz. Aż nadto dobrze znam obrzydliwość takiego postępowania, jakie może jeszcze w żadnym w świecie teatrze nie było zastosowane. Ale gdzie jest jakiś inny tak sponiewierany jak nasz? Do tego wstrętnego okaleczania zmuszają nas autorzy, a publiczność na nie pozwala. Ileż to mamy sztuk, które by nie przekraczały miary personelu, dekoracji i mechaniki teatralnej, czasu, wymowy i sił fizycznych aktora? A przecie musimy grać i grać ciągle, i to grać ciągle nowe rzeczy. Czyż nie powinniśmy przy tym wyciągnąć naszych korzyści, kiedy okaleczonymi dziełami tyleż dokażemy, jak i całymi? Toż sama publiczność nasuwa nam te korzyści! Niewielu Niemców, a może też niewielu ludzi ze wszystkich nowszych narodów ma poczucie całości estetycznej; chwalą oni i ganią tylko kawałkami, zachwycają się tylko kawałkami, a dla kogóż jest to większym szczęściem, jak nie dla aktora, jeżeli teatr zawsze pozostanie tylko czymś ułamkowym i sztukowanym?

— Jest tym — odparł Wilhelm — ale czy powinien tym pozostać? Czyż powinno pozostać wszystko, co jest? Nie przekuj mnie pan, że masz słuszność,; gdyż żadna w świecie siła nie mogłaby mnie skłonić do dotrzymania umowy, którą bym zawarł wśród najgrubszego omamienia.

Serlo nadał sprawie zwrot żartobliwy i zachęcał Wilhelma, żeby ich częste rozmowy o Hamlecie raz jeszcze rozważył i sam obmyślił środki do pomyślnego opracowania.

Po kilku dniach spędzonych w samotności Wilhelm zjawił się z wesołym wejrzeniem.