Winna tej różnicy nie jest jakaś przemoc szlachty i uległość mieszczan, ale sam układ społeczeństwa; czy się w tym kiedyś coś zmieni i co się zmieni, mało mnie obchodzi; dość że wśród obecnego stanu rzeczy muszę myśleć o sobie samym i jak mam siebie samego oraz to, co jest dla mnie nieodbitą potrzebą, ocalić i osiągnąć.

Otóż ja właśnie mam nieodpartą skłonność do owego harmonijnego wykształcenia natury mojej, jakiego mi odmawia moje urodzenie. Odkąd od ciebie odjechałem, wiele zyskałem przez ćwiczenie ciała, wiele się pozbyłem ze swojej zwykłej nieśmiałości i umiem się nieźle pokazać. Wykształciłem również swoją mowę i głos i mogę powiedzieć bez próżności, że w towarzystwach nie doznaję niepowodzenia. Nie zapieram się tedy przed tobą, że z każdym dniem coraz bardziej staje się we mnie nieprzezwyciężony popęd do zostania osobą publiczną oraz podobania się i działania w szerszym zakresie. Przyłącza się do tego moja skłonność do poezji i do wszystkiego, co z nią związane, oraz potrzeba wykształcenia swego ducha i smaku, ażebym powoli i w tej rozkoszy, bez której obejść się nie mogę, tylko dobro rzeczywiście uważał za dobro i piękno za piękno.

Z tego widzisz, że to wszystko znaleźć mogę tylko w teatrze i że tylko w tym jedynym żywiole mogę się poruszać i kształcić według życzenia. Na deskach ukazuje się ukształcony człowiek tak samo osobiście w blasku swoim, jak w klasach wyższych, duch i ciało muszą przy każdym wysiłku iść równym krokiem i tam będę mógł być i wydawać się tak dobrze jak nigdzie indziej. A jeżeli obok tego zechcę jeszcze szukać zajęć, to jest tam dosyć utrapień mechanicznych, tak że mogę codziennie dostarczać ćwiczeń swojej cierpliwości.

Nie rozpoczynaj ze mną o to sporu, bo zanim mi odpiszesz, już krok ten zrobię. Ze względu na panujące przesądy zmienię swoje nazwisko, bo i tak wstydzę się występować jako Meister (mistrz). Bądź zdrów. Majątek nasz jest w tak dobrych rękach, że się o niego wcale nie troszczę; czego będę potrzebował, zażądam przy sposobności od ciebie; nie będzie tego wiele, gdyż mam nadzieję, że moja sztuka powinna mnie wyżywić”.

Ledwie wysławszy list, Wilhelm natychmiast dotrzymał słowa i ku wielkiemu zdziwieniu Serla i innych oświadczył wyraźnie, że poświęca się byciu aktorem i pragnie zawrzeć umowę na dogodnych warunkach. Szybko doszło co do nich do zgody, gdyż Serlo już poprzednio podał takie, iż Wilhelm i inni mogli być z nich zupełnie zadowoleni.

Całe poszkodowane towarzystwo, z którym tak długo się bawiliśmy, zostało od razu przyjęte, ale z wyjątkiem chyba Laertesa nie okazywało Wilhelmowi wdzięczności. Jak bez ufności stawiali żądania, tak przyjęli ich spełnienie bez podziękowań. Większość wolała przypisać swoje zatrudnienie wpływowi Filiny i dziękczynienia ku niej zwracała.

Tymczasem przygotowane umowy zostały podpisane, a przez niewytłumaczone skojarzenie wyobrażeń w chwili gdy Wilhelm podpisywał swoją zmyślonym nazwiskiem, zjawił się przed jego wyobraźnią obraz owego miejsca w lesie, gdzie leżał ranny na łonie Filiny. Z zarośli wyjechała na dereszu uprzejma amazonka, zbliżyła się ku niemu i zsiadła. Jej filantropijne usiłowanie zmuszało ją do chodzenia i wracania; na koniec stanęła przed nim. Ubranie opadło z jej ramion; twarz jej i postać zaczęły błyszczeć — i zniknęła. Toteż podpisał umowę zmyślonym nazwiskiem całkiem mechanicznie, nie wiedząc, co robi, i dopiero po podpisaniu poczuł, że Mignon stała u jego boku, trzymała go za ramię i próbowała mu z lekka odciągnąć rękę.

Rozdział czwarty

Na jeden z warunków, pod którymi Wilhelm wstąpił do teatru, Serlo zgodził się nie bez zastrzeżeń. Tamten żądał, ażeby Hamleta wystawiono w całości, bez żadnych okaleczeń, ten zaś o tyle tylko przyjmował to dziwne żądanie, o ile ono się okaże możliwe do spełnienia. Otóż niejednokrotnie wiedli z tego powodu spór, gdyż jeden i drugi mieli bardzo odmienne przekonania, co jest możliwe, a co niemożliwe, oraz co da się ze sztuki odrzucić, nie kalecząc jej.

Wilhelm znajdował się jeszcze w tym szczęśliwym okresie, kiedy nie możemy zrozumieć, iżby w ukochanej dziewczynie, w uwielbianym pisarzu mogło być cokolwiek wadliwego. Nasze postrzeganie ich jest tak całkowite, tak zgodne z sobą, że i w nich domyślać się musimy takiej samej zupełnej harmonii. Serlo natomiast chętnie dostrzegał braki i może widział ich za wiele; zazwyczaj jego bystry rozum chciał w dziele sztuki uznawać tylko mniej lub więcej niedoskonałą całość. Sądził on, że w ten sposób oceniając sztuki, niewiele ma się powodów do postępowania z nimi ze zbyt wielkim szacunkiem, toteż i Szekspir, a zwłaszcza Hamlet musiał wiele ucierpieć.