Co jednak mnie i mojego ojca najbardziej i najgoręcej cieszy, to twoje gruntowne poglądy na zagospodarowanie, a zwłaszcza na ulepszanie majątków ziemskich. Mamy nadzieję kupić wielkie dobra, będące w sekwestrze99, w bardzo urodzajnej okolicy. Obrócimy na to pieniądze, jakie weźmiemy za dom ojcowski; część się dopożyczy, a część pozostanie na dobrach; otóż liczymy na ciebie, że się tam udasz, będziesz doglądał ulepszeń, i tak dobra mogą, żeby nie mówić za wiele, w ciągu lat kilku wzrosnąć o trzecią część wartości, odprzeda się je wtedy, poszuka się lepszych, poprawi się i przehandluje znowu — a do tego tyś chwat. Nasze pióra tymczasem nie pozostaną w domu bezczynne i niebawem dobijemy się stanu godnego zazdrości.
Teraz bądź zdrów! Używaj życia w podróży i udawaj się tam, gdzie znajdziesz przyjemność i pożytek. Przed upływem pół roku nie potrzebujemy cię; możesz więc do woli rozglądać się po świecie, gdyż w podróżach doświadczony człowiek osiąga najlepsze wykształcenie. Bądź zdrów, cieszę się, że tak z tobą ściśle się złączyłem, a teraz nawet w duchu działalności zjednoczyłem”.
Jakkolwiek list był dobrze napisany i jakkolwiek zawierał tyle prawd ekonomicznych, nie podobał się Wilhelmowi, i to nie w jednym. Pochwała, jaką otrzymał za swoje zmyślone wiadomości statystyczne, technologiczne i agronomiczne, była dla niego cichym wyrzutem, a ideał szczęścia w życiu mieszczańskim, jaki mu nakreślił jego szwagier, wcale go nie pociągał; czuł się raczej popchnięty przez jakiegoś tajemniczego ducha sprzeczności ku stronie wprost przeciwnej. Nabrał przekonania, że jedynie w teatrze może dopełnić wykształcenia, jakie zamierzał nabyć, i tym silniej zdawał się umocniony w swoim postanowieniu, im żywiej Werner, bez swej wiedzy, stał się jego przeciwnikiem. Zebrał potem wszystkie swoje argumenty i utwierdził w sobie to mniemanie tym bardziej, im więcej sądził, że ma przyczyn, żeby je roztropnemu Wernerowi w przedstawić powabnym świetle, i tym sposobem powstała odpowiedź, którą tu również zamieszczamy.
Rozdział trzeci
„List twój jest tak dobrze napisany i tak zręcznie a roztropnie pomyślany, iż nic nie można do niego dodać. Darujesz mi wszelako, gdy powiem, że można mniemać, utrzymywać i czynić coś wprost mu przeciwnego, a jednak mieć słuszność. Twój tryb istnienia i myślenia zasadza się na nieograniczonym posiadaniu i na łatwym, wesołym sposobie używania, a nie potrzebuję ci mówić, że nie mogę w tym znaleźć nic, co by mnie pociągało.
Przede wszystkim, muszę ci, niestety, wyznać, że mój dziennik został spisany z kilku książek przy pomocy przyjaciela, z konieczności zadośćuczynienia woli ojca, i że wprawdzie znam zawarte w nim rzeczy i wiele jeszcze innych tego rodzaju, ale wcale ich nie rozumiem ani nie potrafiłbym się z nimi obchodzić. Cóż mi po wyrabianiu dobrego żelaza, jeśli moje własne wnętrze pełne jest żużli? Albo cóż mi po doprowadzeniu do ładu jakiegoś majątku, jeśli sam z sobą jestem w rozterce?
Powiem ci jednym słowem: wykształcić się w całości swojej osoby było moim niejasno pojmowanym życzeniem i zamiarem od lat młodocianych. I teraz jeszcze żywię te same dążenia, tylko że środki, które mnie do tego doprowadzą, stały mi się cokolwiek wyraźniejsze. Widziałem więcej świata, niż ci się zdaje, i lepiej go użyłem, niż mniemasz. Toteż zwróć na to, co ci mówię, niejaką uwagę, chociażby to było niezupełnie w twoim guście.
Gdybym był szlachcicem, to spór nasz dałby się prędko załatwić; ale ponieważ jestem tylko mieszczaninem, muszę więc obrać sobie własną drogę i chciałbym, żebyś mnie zrozumiał. Nie wiem, jak jest w obcych krajach, ale w Niemczech dla tylko szlachcica dostępne jest pewne ogólne, że tak powiem, osobiste wykształcenie. Mieszczanin, choć położy zasługi i wykształci swój umysł do najwyższego stopnia, osobistość jego przecie ginie, jakiekolwiek zajmie stanowisko. Kiedy dla szlachcica, przestającego z najwykwintniejszymi sferami, staje się obowiązkiem nadanie sobie wytwornej układności; kiedy układność ta, przed którą nie zamykają się ani drzwi, ani bramy, staje się układnością swobodną; kiedy swoją postacią, swoją osobą, czy to przy dworze, czy w armii, płacić musi: to ma on przyczynę na nią liczyć cokolwiek i okazywać, że na nią liczy. Pewien uroczysty wdzięk wobec rzeczy zwyczajnych, pewien lekkomyślny powab wobec poważnych i doniosłych jest mu zupełnie do twarzy, bo dowodzi, że wszędzie zachowuje on równowagę. Jest on osobą publiczną, a im udatniejsze są jego ruchy, im dźwięczniejszy głos, im układniejsza i wymierniejsza cała jego istota, tym jest on doskonalszy. Jeżeli względem wysoko i nisko postawionych, względem przyjaciół i krewnych zawsze pozostaje taki sam, to nic w nim wytknąć nie można, niepodobna go sobie życzyć innym. Niech sobie będzie chłodny, ale rozumny; zamaskowany, ale zręczny. Jeżeli zewnętrznie w każdej chwili swego życia umie panować nad sobą, to nikt nie może od niego wymagać więcej, a wszystkie inne przymioty, jakie w sobie lub przy sobie posiada, zdolność, talent, bogactwo, wszystkie wydają się tylko dodatkami.
A teraz wyobraź sobie jakiegoś mieszczanina, który by chciał rościć sobie jakąś pretensję do owych przywilejów; spotka go całkowite niepowodzenie i tym nieszczęśliwszy czuć by się musiał, im więcej natura dała mu zdolności i popędu do takiego zachowywania się.
Jeżeli szlachcic w życiu pospolitym nie zna żadnych granic, jeżeli z niego można utworzyć króla lub postaci do królów podobne, to może on wszędzie ze spokojnym przeświadczeniem stawać przed równym sobie, może wszędzie pchać się naprzód, gdy przeciwnie, mieszczaninowi przystoi najlepiej, jeśli ma jasne ciche poczucie linii granicznej, jaką przed nim przeciągnięto. On nie może pytać: „Czym jesteś?”, ale tylko: „Co masz? jaki rozum, jaką wiedzę, jaką zdolność, jaki majątek?”. Kiedy szlachcic, przedstawiając osobistość, wszystko daje, to mieszczanin przez swoją osobistość nie daje nic i dać nic nie zdoła. Tamten może i powinien wydawać się; ten powinien tylko być, a to, czym chce się wydawać, jest śmieszne i niesmaczne. Tamten powinien czynić i działać, ten powinien dostarczać i gromadzić, powinien kształcić poszczególne zdolności, aby się stać na coś zdatnym, i z góry już się przypuszcza, że w istocie jego nie ma i nie może być harmonii, albowiem, aby stać się zdatnym na coś w jeden sposób, musi zaniedbać wszystkie inne.